poniedziałek, 22 sierpnia 2016

Łomża - okolice: Warsztaty przyrodnicze w Drozdowie, dzień 4



Łomża - okolice: 

Wakacje z przyrodą, czyli 

Warsztaty przyrodnicze w Drozdowie, dzień 4


Myślą przewodnią i jednocześnie planem kończącym wakacyjne spotkania przyrodnicze było wykonanie zielnika.

Przygotowania do wykonania tego zadania trwały od początku warsztatów: dzieci chodziły do parku i na łąkę nad starorzecza, poznawały wybrane rosnące tam zioła, uczyły się zbierania, bez szkody dla środowiska oraz tego, jak je odpowiednio przygotować do suszenia. W efekcie rośliny były doskonale przygotowane.

Wysuszone ziele krwawnika

Zanim jednak zasuszone zioła trafiły do zielników, młodzi uczestnicy raz jeszcze wyruszyli na obserwacje terenowe. Tym razem miejscem badań botanicznych był przypałacowy park.

Niektóre z rosnących tam roślin okazały się być dzikimi przybyszami z egzotycznych stron świata, jak np. niecierpek drobnokwiatowy, naturalnie występujący z Azji. W XIX wieku, w postaci zdziczałej, przestał być wyłącznie ozdobą ogrodów botanicznych, a stał się rośliną inwazyjną, zasiedlającą tereny lasów liściastych, parków i cmentarzy.


Niecierpek drobnokwiatowy

Niecierpek drobnokwiatowy - pęknięty strączek z nasionkiem
Część roślin, wykorzystując naturalne predyspozycje, majestatycznie oplatała elementy parkowej zabudowy. Na zdjęciu widok altany.




Dalsza część poznawcza związana była z drugą częścią parku, czyli kładką krajoznawczą nad bagiennymi terenami rozlewiskowymi Doliny Narwi.


Dzieci miały okazję przyjrzeć się różnorodnym gatunkom drzew. Również tym, które padły naturalną ofiarą wiatrów i burz. Młodzi przyrodnicy dowiedzieli się, dlaczego wiatrołomy (czyli drzewa powalone przez żywioły) są ważne dla życia botanicznego.



Po powrocie kolejny raz młodych odkrywców czekała niespodzianka pod hasłem "przyjemne z pożytecznym": dzieci dostały po kawałku słonecznika oraz jabłko i marchewkę.



 Miały okazję dowiedzieć się, że słonecznik jest kwiatem z rodziny astrowców, a każde nasionko pochodzi z odrębnego kwiatu, zebranego w duży koszyczek. Mogły też przyjrzeć się jego poszczególnym częściom pod mikroskopem.




Po skończonym posiłku nadszedł czas na zadanie kończące czterodniowy cykl spotkań: samodzielne wykonanie zielnika.


Prawidłowo suszone roślina do zielnika
Dzieci z zainteresowaniem przyklejały kolejne zioła i podpisywały ich nazwy.



Efekt końcowy wymagał jeszcze sprawdzenia okiem fachowca.


Obyło się jednak bez poważniejszych błędów i pomyłek.

Warsztaty przyrodnicze okazały się fantastyczną alternatywą dla statycznego życia w świecie komputerów i telefonów. Znam dwójkę, która cały czas męczy Matkę Rodzicielkę o siatkę na motyle, które - podobnie jak i żaby - łapie, gdzie tylko może. A wszystko po to, aby potem pochwalić się, że złapali bielinka, cytrynka albo konika polnego, które po ewentualnej sesji zdjęciowej, upamiętniającej to wiekopomne wydarzenie, zostają wypuszczone tam, gdzie były złapane.





czwartek, 7 lipca 2016

Łomża - okolice: Warsztaty przyrodnicze w Drozdowie, dzień 3


Łomża - okolice: 

Wakacje z przyrodą, czyli

Warsztaty przyrodnicze w Drozdowie, dzień 3


Trzeci dzień warsztatów znowu podzielony był na kilka etapów aktywności.



Pierwszy wiązał się rozpoznawaniem traw. W końcu zwieńczeniem całości ma być samodzielne wykonanie zielnika, a do tego trzeba się odpowiednio przygotować.


Drugi etap wiązał się z opuszczeniem budynku i udaniem się nad pobliskie starorzecze. Po drodze jednak mogliśmy podziwiać kolejny raz piękny, drozdowski park, ze stawem i malowniczym, białym mostkiem, pamiętającym jeszcze czasy Lutosławskich.


Okolice starorzecza przeżynały strumyki, zasilające Narew m. in. wodą spływającą z pobliskich pól. Wiosną, w czasie intensywnych opadów deszczu, te malownicze małe strużki potrafią zamienić się w rwące potoki, lub też całkowicie zniknąć pod wodami rozlewiska.


Wykorzystując chwilę, kiedy to dzieci musiały się schronić się w pobliskich zabudowaniach gospodarczych przed nagłym deszcze, Pani Teresa dokładnie wyjaśniła uczestnikom wyprawy, w jaki sposób powstają i jaką funkcję pełnią starorzecza. Młodzi badacze dowiedzieli się, dlaczego regulacja rzek na dłuższą metę wiąże się z katastrofą ekologiczną oraz dlaczego tak ważne jest pozostawienie terenów zalewowych.

O tym, jakie zwierzęta żyją w starorzeczach takich, jak to, mieliśmy się przekonać po powrocie do muzeum.


Woda ze stawu wydawała się praktycznie niezamieszkała.


Pod obfitą rzęsą toczyło się jednak bujne życie rozmaitych żyjątek.


Znalazł się także dom chruścika zlepiony z drobnych muszelek.


Resztę zdobyczy dzieci miały zobaczyć pod mikroskopem.

W drodze powrotnej do budynku, w siatki na motyle złapały się kolejne, piękne okazy:



Jednak zdecydowanie ładniej wyglądały po wypuszczeniu na wolność: 




W budynku muzeum praca znowu oparła się na mikroskopie. Przypuszczam, że będzie to teraz dla wielu spośród uczestników warsztatów, upragniony prezent. Dzieci chciały oglądać wszystko i w każdych ilościach. Jedną z ciekawostek był kwiatostan pokrzywy, którą udało się zerwać w drodze nad starorzecze.


Drobne doświadczenie z inną zdobyczą - orzechem włoskim, udowodniło młodym badaczom, że "orzech to nie orzech" tylko pestkowiec.


Na zakończenie trzeciego dnia zajęć, dzieci obejrzały film przyrodniczy o życiu owadów,


po którym mogły obejrzeć pod mikroskopem przyniesione znad starorzecza łupy.

środa, 6 lipca 2016

Łomża - okolice: Warsztaty przyrodnicze w Drozdowie, dzień 2


Łomża - okolice: 

Wakacje z przyrodą, czyli

Warsztaty przyrodnicze w Drozdowie, dzień 2


Drugi dzień warsztatów poświęcony był dwóm rodzajom aktywności: rozpoznawaniu podstawowych ziół, ze szczególnym uwzględnieniem typów ich kwiatostanów oraz poszukiwaniu i rozpoznawaniu motyli.

Kwiatostan marchwi zebrany w baldaszki

Zioła towarzyszą nam od zawsze. Tyle, że z biegiem czasu porzuciliśmy umiejętność ich rozpoznawania i wykorzystywania na rzecz ogólnodostępnej i zdecydowanie łatwiejszej w stosowaniu farmakologii. Moim zdaniem - szkoda, ponieważ rośliny są bezpiecznym źródłem witamin i substancji leczniczych. Rzecz jasna, jak wszystko w przyrodzie, zioła różnią się od siebie budową i zastosowaniem.

Podstawowym, omawianym w tym dniu punktem, niosącym za sobą wspomniane rozbieżności w budowie, były kwiatostany. U jednych roślin kwiaty miały budowę pojedynczą, u innych baldaszkową, a u jeszcze innych kwiaty były zebrane w koszyczki. 

Zebrane w koszyczki kwiatostany łopianu
Pojedyncze kwiaty chabra łąkowego

W celu dokładnego zbadania typów kwiatostanów i rozróżnienia pojedynczych kwiatów, dzieci wykorzystały mikroskop, umożliwiający czterdziestokrotne powiększenie oglądanego obiektu.


Kwiatostan krwawnika pod mikroskopem

Młodzi badacze mieli także okazję określić typy kwiatostanów innych roślin takich, jak np. krwawnik, koniczyna polna czy rumianek bezpromieniowy, które również mogły zobaczyć na zbliżeniu mikroskopowym.



Po skończonych zajęciach badawczych, nadszedł czas na zajęcia w terenie. Tym razem, młodzi badacze, wyposażeni w siatki na motyle ruszyli poznawać faunę i florę ekosystemu łąki łęgowej Doliny Narwi. 


Celem poszukiwań miały być głównie motyle, jednak w sieć złapała się także żaba. Tym sposobem mali badacze przyrody mogli z bliska przyjrzeć się temu płazowi, a także dotknąć go. 



Dzieciom udało się także złapać małą żabkę, dzięki czemu mogły porównać fazy rozwoju.


Poszukiwania motyli okazały się początkowo trudniejsze, niż się wydawało. Zamiast nich w sieci licznie wpadały szarańczaki, w różnej fazie rozwoju.


W końcu w sieciach znalazły się także motyle - cel wyprawy. Pani Teresa delikatnie, aby nie uszkodzić owada, pokazywała dzieciom wielkość, kształt i wybarwienie skrzydeł, dzięki czemu możliwe było odszukanie odpowiedniego gatunku w książce.








Badaczom przyrody udało się także wypatrzeć pająka. Niby nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie widoczna gołym okiem biała kula przytwierdzona do pajęczego odwłoka. Jak się dowiedzieliśmy, był to kokon z małymi pajączkami, ciągnięty przez samicę.

 

Niedługo potem, dzieci znalazły kolejny ciekawy okaz. "Gruba" jaszczurka na dłoni Pani Teresy okazała się ciężarną zwinką. Aby nie denerwować zwierzaka, został on delikatnie wypuszczony w zarośla.

Porozdrapywane ugryzienia owadów dały pretekst do jeszcze jednego "odkrycia" - babki lancetowatej, która rozdrobniona w palcach łagodzi podrażnione miejsca.

  

W drodze powrotnej do Muzeum Przyrody, w sieci wpadł jeszcze jeden zwierzak: delikatna łątka.



Po powrocie do muzeum na dzieci czekała smaczna niespodzianka: rozpoznawanie owoców jagód i pestkowców. Rzecz jasna połączone z degustacją.

Jagody

Pestkowce